czwartek, 25 czerwca 2015

Epilog

Nadszedł dzień mojej operacji. Miało być wspaniale, lecz bałam się bardzo tego czy odzyskam wzrok czy nie.
- Gotowa? - Leo krzyknął z korytarza.
- Tak. Chyba, tak. 
- No to idziemy. 
Leo zamknął drzwi za mną i wyszliśmy do samochodu. Podjechaliśmy pod szpital. 
Weszliśmy do środka. Za 8  godzin miała zacząć się moja operacja. 
- Roccuzzo. - Usłyszałam lekarza. Weszłam z Leo do sali.
Lekarz kazał mi się ubrać w ciuchy szpitalne. Zaprowadził nas na salę. Po chwili dostałam zastrzyk. Czułam się senna... W końcu usnęłam.

LEO

Operacja trwała już od 5 godzin. Nie wiedziałem co się z nią dzieje. Bałem się, że nie przeżyje. Z sali wyszedł lekarz. Podszedłem do nie go.
- I co z nią doktorze ?
- Będzie widzieć. Wszystko jest w porządku.
Zauważyłem, że wywożą ją z sali. Chciałem do niej podejść, ale lekarz zastawił mi drogę ręką.
- Panie Leo Messi. Żona potrzebuje spokoju. Zobaczy się z nią pan dopiero, gdy Pani Antonella wybudzi się ze śpiączki.
- To jeszcze nie moja żona... - powiedziałem
- Będzie dobrze. Chwila cierpliwości  - lekarz uśmiechnął się do mnie, przez co dodał mi otuchy, i zniknął za drzwiami innej sali.

ANTONELLA

Zaczynało powoli do mnie docierać, że się budzę... Spróbowałam otworzyć oczy... Ja znowu widziałam! Ujrzałam  lekarza .
- Dzień dobry, pani Roccuzzo. Widzimy na oczy ?
- Tak, widzimy. Dziękuję.
- Proszę nie dziękować, ale jeszcze jedno. Na korytarzu czeka ktoś bardzo nie cierpliwy ze swoją paczką.
Spojrzałam na drzwi i u progu sali stanął mój Messi. A za nim Shakira i Gerard.
- Leo! - krzyknęłam powoli podnosząc się z łóżka.
- Antonella! Widzisz już. Rozpoznajesz kolory? Wszystko w pożądku?
- Tak, już widzę. - odpowiedziałam.
Po chwili przytuliła mnie Kolumbijka.
- Witaj kochana! Jak się czujesz? Lekarz mówi, że miesiąc i będziesz mogła stąd  wyjść. Cieszysz się?
- Bardzo.
-A mam pytanie Antonello... - Leo zaczął.
- Tak?
- Zostaniesz moją żoną? - uklęknął i wyjął z kieszeni małe, czerwone pudełeczko z pierścionkiem.
- Tak!
Wstał i złożył na mych ustach namiętny pocałunek.

3 LATA PÓŹNIEJ

Moje życie rozkwitło. Wyszłam za mąż za Leo Messi'ego. Od dzisiaj jestem Antonella Messi Roccuzzo. Urodziłam również ślicznego synka. Nazwaliśmy go Thiago. Shakira i Pique również doczekali się dziecka. Mały Milan i Thiago mają już po 2 latka, a my rodzina Messi - Roccuzzo i Pique - Mebarak jesteśmy szczęśliwymi rodzicami, przyjaciółmi.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Cześć kochani! Żegnamy się z tym blogiem. Zaniedbałam trochę te blogi, ale postaram się nadrobić zaległości.


sobota, 2 maja 2015

Rozdział 4.

Minęło dosyć czasu, bym zdążyła się przyzwyczaić do braku wzroku. Miałam nadzieję, że będzie można mnie zoperować. Bardzo chciałam znów widzieć. 
- Kochanie... Śpisz? - Leo wszedł do pokoju i cichym, niepewnym głosem zapytał się mnie.
- Nie. Nie śpię od dawna. Co dzisiaj robimy? Zdaję się, że dziś sobota.
- Tak dzisiaj sobota. - powiedział po czym dodał - Chyba masz dzisiaj wizytę u okulisty? Nie mylę się?
- Faktycznie... Nie-e. - Wbiłam głowę w poduszkę. 
- Ty! Bo mi się udusisz. Chodź na śniadanie. W sumie na obiad, bo już 12:00. O 13:30 idziemy. 
- Dobra. Tylko daj mi się ubrać.
Szybko odrzuciłam kołdrę na drugi bok. Wstałam i Leo zaprowadził mnie do łazienki. Sama już wiedziałam gdzie co mniej więcej jest. Nie wychodziłam nigdzie sama, więc zdążyłam wyobrazić sobie, gdzie co jest. Zamknęłam drzwi i ściągnęłam koszule nocną. Nałożyłam krótkie spodenki i bluzkę. Usłyszałam  głoś Leo, więc w pośpiechu umyłam zęby, nałożyłam lekki makijaż i wyszłam. Zeszłam powoli po schodach. Wyczułam czyjąś obecność. W tym domu był więcej osób niż ja i Messi.
- Leo. Ktoś tu jest? Czuję czyjąś obecność. - zatrzymałam się w połowie schodów. 
- Pewna jesteś? - zapytał zdziwiony. 
- Tak. I jeszcze coś. - zeszłam do końca schodów - kobiece perfumy. I... Ten zapach... Twojego kolegi. 
Ktoś wybuchnął śmiechem. Kobieta. Znana mi kobieta. I chłopak. Również mi znany.
- Leo! Kto to jest?!
- Spokojnie. To ja i Gerard. Nie śmiałam się z Ciebie. Tylko śmiesznie wyglądało to jak mówiłaś, że czujesz kobiece perfumy. Bo w sumie mam też dla ciebie. Tylko... Długa historia... Zostanę dzisiaj z tobą.
- Shakira! No tak. Twoje perfumy Rock Star. Wiedziałam, że skądś je znam. 
- Haha. Chodźmy do twojego pokoju. Kupiłam ci pare rzeczy. - usłyszałam wbieganie po schodach. 
- EJ. Ale ty wiesz, że ja nie widzę? 
- No i co? Jaki to problem. Chyba wiesz co to za kolor czerwony? Ślepa nie byłaś od urodzenia. Chodź. Włącz wyobraźnię, Anto. Nie bądź pesymistką. - Shakira wypowiadała te słowa tak jakby z oburzeniem, ale wiedziałam, że mówiła je po prostu delikatnie. 
- No dobrze. 
- Trzymaj się kochanie! - Leo rzucił mi na pożegnanie.
- Pa! - odpowiedziałam.
- A ty co? Wybiegasz jakbyś się od niej uwolnił. - powiedział Gerard. 
- Nie. Nadal się o nią martwię. Ale jest z Shakirą, więc  jestem spokojny. - Pojawił się w drzwiach.
- Dobra, dobra. Lecę Shak. Opiekuj się nią dobrze!
- Spoko. Macie to jak monety w banku! Chodź.

*Shakira*

*MUZYKA* Pociągnęłam moją przyjaciółkę za sobą. Weszłyśmy do jej pokoju, a ja rzuciłam torby z ubraniami. 
- A więc. Chcesz je zobaczyć?
- Shakira... Chcę je sobie wyobrazić.
- Przepraszam... Która godzina... - spojrzałam na telefon - Hm... 12:56. 
- Ja mam dzisiaj wizytę u okulisty... - powiedziałam nieśmiale. 
- Oj, wiem. Dobra. Wyobraź sobie. Biały top. Z motylami, cekinami i zamówiony z Polski. Mają świetne rzeczy. Ta jest z H&M.
- Dziękuję. Jest piękna. Na pewno... 
Pokazałam jej wszystkie bluzki, spodnie, kolczyki i tym podobne rzeczy. Nim się skapnęłam była 13:25.
- Zbieraj się młoda. Jedziemy do lekarza. 
- Okej. Już idę. 
Po chwili byłyśmy gotowe do wyjścia. Razem z Antonellą podjechałyśmy do prywatnej kliniki. Wysiadłyśmy z auta i udałyśmy się w stronę wejścia. Zostałyśmy pokierowane na poczekalni. Udałyśmy się tam. 
Usłyszałyśmy nazwisko Roccuzzo i weszłyśmy do środka. 
- I jak z nią? - zapytałam z troską.
- To jest nie możliwe. Nie dawaliśmy jej szans na odzyskanie wzroku. Miała odłamki kuli, których nawet my nie mogliśmy wyciągnąć. A teraz? Czysto... Zoperujemy ją. Odzyskasz wzrok. 
- A czy są jakieś warunki? - wyrwała się Antonella.
- Tak. Jeden. Musisz przyjmować te krople dzień w dzień przez dwa tygodnie. Potem zgłoś się ponownie. Ustalimy datę operacji i masz 99% szans, że odzyskasz wzrok.
- Ile te krople? - Zapytałam. 
- Shakira? I Antonella Messi? 
- Jeszcze nie Messi. Ale Shakira Isabel Mebarak Ripoll. 
- To nic. Żadnej zapłaty. Ale to ma zostać pomiędzy nami. 
- Dobrze. Do widzenia. 
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

TAAAAAAAAAAAAAAAAAAK WIEM. NAJNUDNIEJSZY Z ROZDZIAŁÓW> MI TEŻ SIĘ NIE PODOBA> DO NASTĘPNEGO. CDN

sobota, 14 lutego 2015

Rozdział 3.

Obudziłam się w szpitalu. Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy to, to co się dzieje z Thiago. Ale coś było nie tak... Widziałam to samo, co przed straceniem przytomności... Nie widziałam nic! Spanikowałam. Ktoś złapał moją rękę.
- Kim jesteś!? - zaczęłam się drzeć.
- To ja Leo. O co chodzi. Nie poznajesz mnie? Popatrz się na mnie...
- Leo? Ja... ja... Nie widzę!
- Ale jak to? Przecież miało być wszystko dobrze... Pytałem się lekarza o twój stan zdro...
Leo nie zdążył dąkończyć, gdy do sali weszła moja przyjaciółka. Shaki.
- Kochanie! Jak się czujesz? Ja i Gercio się martwiliśmy. Siedziałam tu cały czas, ale Leo mnie wygonił, bo stwierdził, że mam się iść wyspać. Ale dzisiaj postanowiłam wcześnie wstać. - W głosie Shakiry było słychać szczęście. Słuchałam jej co ma mi do powiedzenia, tępo wpatrując się w czarny punkt przed moimi oczami. - A tobie co? Nie cieszysz się, że jestem tu?
- Chodź Shaki. Wytłumaczę ci wszystko, ale na korytarzu. Przy okazji pójdziemy do lekarza. - Messi ostatni raz uścisnął moją rękę i odszedł. Słyszałam tylko zamykające się drzwi. Przerażony głos Kolumbijki i zaniepokojony głos Argentyńczyka.
Po 10:00 minutach Shakira wróciła do mnie siadając i mówiąc, że wszystko będzie dobrze. Wiedziałam, że się martwi. Nadal nie mogłam przyzwyczaić się do ciemności, którą widziałam.
- Witam moją pacjentkę! - usłyszałam głos doktora Vegi. - Co się dzieje?
- Nie widzę. Ale mam pytanie co z Thiago? - w pokoju zapadła krępująca cisza. Ja nie wiedziałam co się dzieje. Jakie mają miny? Co mają mi do powiedzenia?
- Thiago... On... Nie przeżył. Został postrzelony, tak jak pani, Antonello.
- Co!? On... Nie ma go?! Nie! To nie prawda! - zaczęłam krzyczeć i płakać. Nie mogłam w to uwierzyć. Ale już wtedy obiecałam sobie, że swoje dziecko nazwę Thiago.
- Spokojnie! Anto! - Leo usiadł na łóżku trzymając moje dłonie i uspakajając mnie. - Anto! Już!? Wszystko dobrze...!
Po chwili udało się mnie uspokoić. Ale nadal płakałam. Przeszłam serię badań, która wykazała, że jestem niewidoma z powodu utknięcia kuli w mojej głowie, która została usunięta operacyjnie. Dochodziła godzina 22:00. Poprosiłam Leo, by poszedł do domu. Chciałam zostać sama.

~*~

Obudził mnie lekarz z kolejną serią badań.
- Która godzina? - zapytałam.
- Jest 12:09.
- Tak długo spałam?
- Ale weźmy pod uwagę, że pani zasnęła tak ok. 23:30
- No też. - Uśmiechnęłam się. - A Leo już przyszedł?
- Nie. Jeszcze go nie było. Już idę. Mam innych pacjentów. Życzę zdrowia, pani Roccuzzo.
- Dziękuję. - czekałam, aż usłyszę zatrzaskiwanie się drzwi. Kiedy już tak się stało wstałam i zaczęłam liczyć kroki od czego do czego, by zorientować się w terenie. Lecz nagle wszedł Leo.
- Anto! Co ty robisz? Chcesz się przewrócić?
- Nie. Nie martw się. Popatrz. Od łóżka do komody jest 7 kroków. A na przykład cały pokój ma 21 kroków.
-  To nie wytłumaczenie, Antonello. Możesz zrobić sobie krzywdę.
- Ojej. Tak mi przykro! - Uśmiechnęłam się sama do siebie. Nie wiedziałam jeszcze gdzie wszystko było.
- Możesz już wyjść ze szpitala. Dostałem wypis od doktora Vegi, bo widać, że czujesz się dobrze. Zamieszkasz u mnie. Wszystko przygotowałem. Ale... Czy ty chcesz u mnie mieszkać?
- Nie mam nawet gdzie się podziać. A teraz, gdy straciłam wzrok jest jeszcze gorzej.
- Zostaniesz u mnie. Zaraz pomogę ci się spakować i pojedziemy do mojego domu.
Po chwili byłam spakowana i gotowa do wyjazdu. 

~*~

Gdy weszliśmy do wielkiej willi, Leo pokazał mi co i jak. Ja delikatnie dotykałam wszystkiego dłońmi. Słyszałam "mit", że niewidomi rozpoznają kolory po tym czy są zimne czy ciepłe. Ja nic nie czułam. Ale pewnie dlatego, że nie przyzwyczaiłam się do świata cieni. Było to trudne pogodzić się ze stratą wzroku, a jeszcze gorzej ze śmiercią mojego przyjaciela. 
- Anto! Gdzie jesteś? Mam dla ciebie niespodziankę! - Leo zaczął wołać mnie chyba z salonu. 
- Idę! - powoli zaczęłam schodzić po krętych schodach. Dobrze, że Leo tego nie widział, bo znów by mi zrobił lekcje "Jak powinnam się zachowywać". Doszłam do końca schodów wyszukując ściany. Ale się poddałam. 
- Leo! Gdzie jestem? Leo! Przyjdź po mnie!
- Wiedziałem. Znów chciałaś dopiąć swego? Musiałaś zwiedzić górę? No, tak. Chodź. - podszedł do mnie i powoli za rękę zaprowadził mnie do salonu i posadził na kanapie. - Daj rękę. Zobaczymy czy wiesz co to jest. - podałam mu posłusznie dłoń, i po chwili poczułam mięciutki futerko pod moimi palcami. 
- Leo! To pies! Dziękuję! - rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam go, a on pocałował mnie. Ten pocałunek był najdłuższym i pierwszym w moim życiu. Leo pogłaskał mnie po policzku i zaczął drażnić mojego psa. 
- Jak go nazwiesz? To dziewczynka. 
- Suczka? Może... Misza? Tak! Misza. Misza! Chodź tu do mnie. - powiedziałam z ciepłem w głosie, by zachęcić do mnie pieska. Podeszła do mnie i polizała moją dłoń. Potem policzek. 
- Ej. Misza przestań! - Leo powiedział ze stanowczością w głosie. 
- Lionelu Messi. Przyzwyczaj się do tego, że teraz kochają mnie dwie osoby i musisz się mną podzielić. 
- Bardzo śmieszne, wiesz? Ale ja i tak byłem pierwszy. - Leo się zaśmiał, a ja się do niego dołączyłam. - Cieszę się, że jesteś ze mną. Pokazałaś mi, że życie może być piękniejsze  niż Piłka. Dziękuję. 
- Nie dziękuj. I właśnie dlatego wisisz mi przysługę.
- Jaką? Dla ciebie, kochanie wszystko
- Więc. Musisz mnie nauczyć żyć w świecie cieni.
- Ale... Ja nic o tym nie wiem... 
- No digas nada... Leo. W moim świecie mogę tylko mówić, słuchać, dotykać.



-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I jak? Kompletny brak wenyyyy. Wiem. Rozdział przynudza. Mi nie podoba się za bardzo, ale opinię zostawiam wam.


czwartek, 1 stycznia 2015

                             Rozdział 2. 
Dochodziła godzina 2:00. Doszłam do stron plaży i obserwowałam morze. Ślicznie się błyszczało w blasku księżyca. W pewnym momencie poczułam głód. Wyciągnęła z torebki ciasteczka. Nie przepadam za słodkim, ale dał mi je Thiago. Nie lubię mu odmawiać. On też mi nigdy nie odmówił. Był moim najlepszym przyjacielem. Ale w końcu zaczęłam się zastanawiać co takiego zrobiłam, że mama wyrzuciła mnie z domu. Było mi przykro. Ale nie mogłam wrócić, bo i tak by mnie nie wpuściła do domu. W ostatniej chwili przypomniałam sobie, że mam numer do Leo. Ale zrezygnowałam z tego pomysłu. Nie wiem jak dotrzeć do Barcelony. Doszłam do murku nad plażą i patrzyłam się na hotele. A w Lloret de Mar hotele stoją prawie koło siebie. Nie miałam nic innego do roboty, więc nadal siedziałam na murku. Nie miałam u kogo się zatrzymać. Pomyślałam, żeby pójść do mojego hotelu, ale recepcja była już dawno zamknięta. Wszystko się zawaliło. I to przez moją głupotę. Gdybym wtedy nie została z Leo była bym teraz w domu...
Było koło godziny 5:00 więc wstałam i poszłam pochodzić uliczkami między domami. Ktoś zaczął do mnie wołać.
- Anto! To ty?!
- Thiago? Co ty tu robisz?
- Wyszedłem dzisiaj wcześniej. Idziesz do pracy? I co ty tu robisz?
- Długo by opowiadać. Jestem tu przypadkowo.
- Ale co się stało? - wciąż nalegał. Nie chciałam mu mówić. Było mi głupio, ale sama nie wiem z jakiego powodu.
- Pokłóciłam się z mamą... Wróciłam później do domu niż mi kazała.
- Ale ty jesteś pełnoletnia. Nie powinna ci rozkazywać.
- To jej to powiedz. Cytuję "Ale mieszkasz pod moim dachem".
- Powiedziałaś jeszcze że znalazłaś się tu przypadkowo.
- Jakby to powiedzieć. Wyrzuciła mnie z domu i całą noc spędziłam na dworze.
- Czemu do mnie nie zadzwoniłaś?
- Czas powiedzieć ci wszystko od początku...
- No więc słucham?
- Jak byłam mała, wyprowadziłam się z Argentyny do Hiszpanii. W Rosario miałam chłopaka, Lionela Messiego.
- Yyy Lionela Messiego? To ten o którym myślę?
- Tak, ale nie przerywaj. On wyprowadził się do Barcelony. Za nim jednak wyjechał z kraju powiedział, że wróci i mnie stąd zabierze. Ale już nigdy się nie pojawił.
- A ty go wczoraj widziałaś i nie wróciłaś na czas do domu.
- Skąd wiedziałeś? - spojrzałam na niego zdziwionym wzrokiem.
- Znam cię. - uśmiechnął się do mnie, a ja to odwzajemniłam.
- I dostałam od niego tą kartę. - wyciągnęłam z portfela kartę V.I.P którą wręczył mi Leo.
- No proszę. Za niedługo to wy będziecie małżeństwem! - zaśmiał się, a ja popatrzałam się na niego z litością.
- Tak na pewno. Uważaj, bo ci uwierzę! Między nami wszystko skończone. Nie chcę do tego wracać.
- Wiesz ale ja tyk...
Usłyszałam 2 wystrzały. Po chwili zobaczyłam Thiago. Leżał na asfalcie i się nie ruszał. Ja odwróciłam się by spojrzeć co się dzieje. Ale dostałam czymś w głowę i upadłam na podłogę. Widziałam tylko pustkę i ciemność... Zero.


 =======================================================================



Wiem, że bardzo krótki, za co przepraszam. Obiecuję, że następny będzie dłuższy (postaram się ;) )
Komentujcie czy się podobało!

środa, 31 grudnia 2014

                        Rozdział 1. 
Jestem Antonella Roccuzzo. Jako mała dziewczynka musiałam wyprowadzić się z mojego rodzinnego miasta Rosario. Miałam tam przyjaciół i szkołę. Miałam tam takiego bliższego kolegę Lionela Messiego, który jest teraz wielkim piłkarzem. Zanim się wyprowadziłam coś między nami było. Ale teraz o mnie zapomniał chodź obiecał, że kiedyś wróci, by mnie zabrać. Ale trzeba żyć dalej. Jakby popatrzeć na to inaczej  to nawet lepiej, że się przeprowadziłam. Teraz mieszkam Lloret de Mar. Jeszcze mieszkam z rodzicami, ale planuję się wyprowadzić bliżej stadionu Camp Nou. Kocham piłkę nożną. Chcę iść na mecz FC Barcelony, ale nie mogę. Pracuję w hotelu San Juan Park. Wracam dosyć późno i nigdy niema okazji, by pójść na ich mecz. A nawet jeśli jest to już nie ma biletów. Zawsze mam pecha. Dzisiaj z rana postanowiłam przyjść wcześniej do pracy, żeby też wcześniej skończyć i pójść kupić bilet. Było gdzieś około godziny 5:30. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Umyłam się i zaczęłam rozczesywać włosy. Przez to, że mam bardzo długie włosy rozczesuje je około 15 minut. Gdy w końcu się ogarnęłam było już po 6:00. Szybko ubrałam bluzę z Adidasa i już chciałam wychodzić, gdy zatrzymał mnie głos mamy.
- Anto. Gdzie ty tak wcześnie wychodzisz?
- Idę do pracy. Dziś zaczynam wcześniej, bo chcę pójść na mecz FC Barcelony. - czekałam na protesty mamy, bo nie była zadowolona, że moim ulubionym sportem jest nożna. Skręciłam sobie kiedyś przez to kostkę. Moja mama jest zbyt opiekuńcza i mimo, że mam 20 lat nadal uważa, że nie powinnam grać w piłkę. A znając moją mamę ona zawsze, ale to zawsze znajdzie jakiś powód do tematu "Dlaczego piłka nożna jest niebezpieczna".  Ale ku mojemu zdziwieniu odpowiedziała całkiem inaczej.
- Aha. No dobrze. Jak tak ci zależy to idź. Pozwalam ci. Ale nie wracaj po północy.
- Mamo jestem pełnoletnia... - odpowiedziałam opierając się o futrynę drzwi wyjściowych. 

- Ale mieszkasz pod moim dachem.
Wiedziałam, że znów moja mama wywoła awanturę, więc bez słowa wyszłam zamykając za sobą drzwi. Po 15 minutowej drodze doszłam do hotelu. W przejściu było pełno ludzi. Zaczęłam się przepychać, bo mówiąc "triste" (przepraszam) nic nie odpowiadali. Gdy doszłam do recepcji kolega wytłumaczył mi o co chodzi i z jakiego kraju są ci ludzie. Polska i Polacy. Znałam ich przewodnika i coś tam umiałam po Polsku, ale się nie odzywałam tylko po kolei kolejnym osobom dawałam klucze do pokoju. Gdy wszyscy już mieli przydzielone pokoje odetchnęliśmy z Santhiago. Poprosiłam go o to by chwilkę został sam, bo idę do szefa. Zgodził się. Podziękowałam i pojechałam windą na samą górę po czym zapukałam do gabinetu. 

- Proszę! - usłyszałam głos szefa i weszłam.
- Dzień dobry Enrique.- Witaj Antonello. Czego chcesz?
- Mam pytanie. - zapytałam niepewnie. 
- Proszę usiądź - pokazał na krzesło. Usiadłam posłusznie. - Więc słucham. Co to za pytanie?
- Bo wie pan. Kocham  piłkę nożną i dzisiaj jest El Clasico. FC Barcelona gra z Realem Madrit. I chciałabym iść na ten mecz. Tylko problem w tym, że on jest w godzinach mojej pracy. - popatrzyłam się na niego.
- Wiedziałem, że dzisiaj przyjdziesz. Proszę to dla ciebie. Wyjdziesz przed hotel o godzinie 13:30. - wręczył mi bilet na mecz - pojedziesz z wycieczką na ten mecz. Kupiłem go jakiś czas temu i sam miałem iść. Ale gdy usłyszałem pochwały o tobie od różnych innych wycieczek czy pracowników postanowiłem go oddać tobie. Nawet zastanawiam się czy nie dać ci awansu/ - uśmiechną się do mnie. 
- Dziękuję. dziękuję, dziękuję! - uśmiechnęłam się do niego i jeszcze raz podziękowałam i wyszłam. Poinformowałam Thiago, że musi zostać dzisiaj sam. Zajęłam się swoją pracą i nawet nie zorientowałam się kiedy ten czas zleciał.
Spojrzałam na zegarek. 12:58.
- Ej, Thiago. Idę się ubrać jak coś. - powiedziałam wychodząc z recepcji. 
- Dobrze. Miłego meczu!
Wyszłam i jako ostatnia weszłam do autobusu. Po 30 minutowej jeździe mieliśmy jeszcze 45 minut by wszystko zaplanować. Na przykład kupić jedzenie czy picie. Ja zaszłam do sklepu FCB by kupić sobie bluzkę jakiegoś piłkarza. Przeszłam przez dział z bluzkami piłkarzy i sięgnęłam po bluzkę z napisem "Pique". Wzięłam "S" i chciałam podejść do kasy. Ale mój wzrok przykuła bluzka z nazwiskiem "Messi".
Przypomniało mi się dzieciństwo. Siedzenie na murku razem z Leo. I nasz związek. Piękne chwile. Ale przypomniałam sobie, że teraz jestem dla niego nikim. "Anto spokojnie. Zapomniałaś o nim tak, jak on zapomniał o tobie" powiedziałam sama do siebie. 
- Pani zna Leo Messiego? - usłyszałam czyjś głos. Nie odwróciłam się tylko nadal wpatrzona w nazwisko piłkarza odpowiedziałam.
- Tal. Byliśmy razem jako dzieci. Ale wyjechał i o mnie zapomniał. Szkoda. Kochałam go, a on mnie. To było wspaniałe dzieciństwo.
- Leo! Messi! Messi! - usłyszałam jego imię i nazwisko wykrzykiwane przez fanów. Odwróciłam się. Za mną stał Leo Messi. Zaniemówiłam. 
- A nadal go kochasz? - zapytał
- Leo? To naprawdę ty? - nadal nie wierzyłam w to co się dzieje.
- Nie poznajesz mnie Anto Roccuzzo? - znał moje nazwisko. To musiał być on. Ale przypomniało mi się, jak mnie zostawił. Postanowiłam zadać muu to pytanie, ale go już nie było. To znaczy był, ale przy fanach i paparazzich. Więc odpuściłam. Ale po chwili podszedł do mnie. A zanim paparazzi. Wręczył mi kartę.
- Proszę to karta V.I.P . Będziesz mogła wejść dzięki niej trochę bliżej niż normalnie fani. - nie zdążyłam nic powiedzieć, więc sama do siebie cicho powiedziałam "gracias". Dziennikarze wypytywali się o moją znajomość z Leo Messim, na co ja nie odpowiadałam. Szybko weszłam na stadion by zająć miejsce. Zauważyłam tłum fanów. Podeszłam do jednej z osób i zapytałam się kto tam jest. Odpowiedziano mi, że Shakira. Dostałam się w końcu do sławnej piosenkarki, która się do mnie ciepło uśmiechnęła.
- Autograf, zdjęcie? - zapytała nadal się uśmiechając. 
- Nie. Mogę o coś panią zapytać? 
- Nie pani, tylko Shakira. 
- Okej Shaki. Popatrz dostałam kartę V.I.P, ale nie wiem jak jej użyć. Pomożesz mi? 
- Jasne! - Pociągnęła mnie za rękę. Znalazłam się bardzo blisko murawy. Znów się rozmarzyłam. Po chwili przed moimi oczami zobaczyłam rękę, która "pstryknęła". 
- No, no. Widzę, że pierwszy raz na stadionie? chodź usiądź. - powiedziała siadając na swoim miejscu. 
- Cześć. Trzeba być kimś ważnym by tutaj siedzieć. Jestem Sofia. Żona Luisa Suareza. Tego co tak gryzie przeciwników. - miła blondynka uśmiechnęła się do mnie. - A ty?
- Ja? Jestem Antonella Roccuzzo. Byłam kiedyś dziewczyną Leo Messiego. Ale wyjechał do Barcelony. I nasz związek się zakończył. Dzisiaj go spotkałam. Dał mi tą kartę. - pokazałam Sofii kartę V.I.P - Można powiedzieć, że trafiłam tu przypadkowo. Gdyby nie Shakira siedziałabym pewnie gdzieś tam daleko.
- Patrzcie! Już wchodzą! - Usłyszałam głos Kolumbijki. Shakira puściła całusa do Gerarda Pique. A on jej odmachał. 
- Oh. On to się wstydzi pokazać, że mnie kocha. Ja mu wysyłam całusa a on mi odmachuje. - Usiadła na krzesełku dając nogę na nogę i udając obrażoną. Ja zauważyłam Leo Messiego. Uśmiechnęłam się do niego. A on znów do mnie podszedł.
- Masz tą kartę, którą Ci dałem? - zapytał

- Tak. Myślisz, że czemu się tu znalazłam? - zaśmiałam się.
- W sumie tak. Shakira! Chodź tu. - Shakira podeszła do Leo. - Shaki posłuchaj. Weź Anto pod szatnię piłkarzy i poczekaj z nią tam dopóki nie wyjdę. 
- Okej. Zajmę się tym - Kolumbijka uśmiechnęła się do Leo a potem odeszła od niego. Wróciłyśmy na swoje miejsca i oglądałyśmy mecz. Po chwili rozszedł się hymn Barcy więc wstałyśmy i razem z piłkarzami zaczęłyśmy go śpiewać.
Barca  wygrała 3:1 z Realem Madrit. Spojrzałam na telefon. Była godzina 23:52 i 9 nieodebranych połączeń od mamy. Zignorowałam to. Podbiegłam do Leo i się do niego przytuliłam. On to odwzajemnił. No i znów paparazzi. 
- Idę do szatni. Spotkamy się później. A teraz idę. Papa. - uśmiechnął się do mnie. Po chwili usłyszałam Shakirę.
- Chodź. Zaprowadzę cię pod szatnię. Leo mi kazał - zrobiła głupią minę i pokazała, że mam iść za nią. 

Po jakimś czasie Leo wyszedł z szatni i poszliśmy na parking. Znów dzwoniła mama. Lecz nie odebrałam. Była godzina 00:13.
- Gdzie mieszkasz? 

- W Lloret de Mar. - odpowiedziałam wpatrując się w telefon.
- Podwieźć cię? 
- Jak byś mógł...
- Jasne! Wsiadaj. - usłyszałam dźwięk auta i razem z Leo wsiedliśmy do samochodu. Po 30 minutach byliśmy pod moim domem.
- To tutaj. - powiedziałam biorąc do ręki torebkę. 
Leo również wyszedł z samochodu by się ze mną pożegnać. 
- Uważaj na siebie. I zostawisz mi swój numer telefonu? - zapytał opierając się o auto. 
- Tak. A mam jeszcze jedno pytanie. 
- Słucham.
- Czemu nie wróciłeś nigdy do Rosario? 
- Gdy przyjechałem do Barcelony pokłóciłem się z mamą. Powiedziała mi, że jak taki cwany jestem to mam się jej na oczy pokazywać. Miałem w tedy 17 lat. A mam 21. Z ojcem nie jest lepiej. Taka była historia tego. Chciałem wrócić, ale nie mogłem. Próbowałem się skontaktować z kimś kto ma kontakt z tobą, lecz mi się to nie udało. Przepraszam, że tak wyszło.
- Nie, nic się nie stało. Muszę iść już do domu. Cześć Leo.
Pożegnałam się z piłkarzem i wróciłam do domu. Zadzwoniłam do drzwi. Otworzyła mi mama.

- Czego jeszcze chcesz?
- No wejść do domu?
- Idź stąd. Nie chcę cię widzieć!
- No to niby gdzie mam iść?! 
- Nie wiem. Na ulicę, albo do swojego Leo. A no tak zapomniałam. On o tobie zapomniał!
- Nie mów tak, bo to nie prawda!
- Prawda! A teraz idź stąd! - powiedziała zatrzaskując drzwi przede mną. Pukałam jeszcze kilka razy, ale nikt mi nie chciał odpowiedzieć. Osunęłam się pod ścianą i zaczęłam płakać. Nie miałam gdzie iść. Byłam zmęczona płaczem, ale nie mogłam zasnąć. Wyszłam z bloku i postanowiłam poszwendać się nocnymi uliczkami Lloret...
====================================================================



To jest mój pierwszy blog, więc nie traktujcie go jakoś surowo ;)
Mam nadzieję, że się podobało! Zostawiajcie komentarze, czy mam go kontynuować. Do zobaczenia w następnym! (mam nadzieję)