czwartek, 1 stycznia 2015

                             Rozdział 2. 
Dochodziła godzina 2:00. Doszłam do stron plaży i obserwowałam morze. Ślicznie się błyszczało w blasku księżyca. W pewnym momencie poczułam głód. Wyciągnęła z torebki ciasteczka. Nie przepadam za słodkim, ale dał mi je Thiago. Nie lubię mu odmawiać. On też mi nigdy nie odmówił. Był moim najlepszym przyjacielem. Ale w końcu zaczęłam się zastanawiać co takiego zrobiłam, że mama wyrzuciła mnie z domu. Było mi przykro. Ale nie mogłam wrócić, bo i tak by mnie nie wpuściła do domu. W ostatniej chwili przypomniałam sobie, że mam numer do Leo. Ale zrezygnowałam z tego pomysłu. Nie wiem jak dotrzeć do Barcelony. Doszłam do murku nad plażą i patrzyłam się na hotele. A w Lloret de Mar hotele stoją prawie koło siebie. Nie miałam nic innego do roboty, więc nadal siedziałam na murku. Nie miałam u kogo się zatrzymać. Pomyślałam, żeby pójść do mojego hotelu, ale recepcja była już dawno zamknięta. Wszystko się zawaliło. I to przez moją głupotę. Gdybym wtedy nie została z Leo była bym teraz w domu...
Było koło godziny 5:00 więc wstałam i poszłam pochodzić uliczkami między domami. Ktoś zaczął do mnie wołać.
- Anto! To ty?!
- Thiago? Co ty tu robisz?
- Wyszedłem dzisiaj wcześniej. Idziesz do pracy? I co ty tu robisz?
- Długo by opowiadać. Jestem tu przypadkowo.
- Ale co się stało? - wciąż nalegał. Nie chciałam mu mówić. Było mi głupio, ale sama nie wiem z jakiego powodu.
- Pokłóciłam się z mamą... Wróciłam później do domu niż mi kazała.
- Ale ty jesteś pełnoletnia. Nie powinna ci rozkazywać.
- To jej to powiedz. Cytuję "Ale mieszkasz pod moim dachem".
- Powiedziałaś jeszcze że znalazłaś się tu przypadkowo.
- Jakby to powiedzieć. Wyrzuciła mnie z domu i całą noc spędziłam na dworze.
- Czemu do mnie nie zadzwoniłaś?
- Czas powiedzieć ci wszystko od początku...
- No więc słucham?
- Jak byłam mała, wyprowadziłam się z Argentyny do Hiszpanii. W Rosario miałam chłopaka, Lionela Messiego.
- Yyy Lionela Messiego? To ten o którym myślę?
- Tak, ale nie przerywaj. On wyprowadził się do Barcelony. Za nim jednak wyjechał z kraju powiedział, że wróci i mnie stąd zabierze. Ale już nigdy się nie pojawił.
- A ty go wczoraj widziałaś i nie wróciłaś na czas do domu.
- Skąd wiedziałeś? - spojrzałam na niego zdziwionym wzrokiem.
- Znam cię. - uśmiechnął się do mnie, a ja to odwzajemniłam.
- I dostałam od niego tą kartę. - wyciągnęłam z portfela kartę V.I.P którą wręczył mi Leo.
- No proszę. Za niedługo to wy będziecie małżeństwem! - zaśmiał się, a ja popatrzałam się na niego z litością.
- Tak na pewno. Uważaj, bo ci uwierzę! Między nami wszystko skończone. Nie chcę do tego wracać.
- Wiesz ale ja tyk...
Usłyszałam 2 wystrzały. Po chwili zobaczyłam Thiago. Leżał na asfalcie i się nie ruszał. Ja odwróciłam się by spojrzeć co się dzieje. Ale dostałam czymś w głowę i upadłam na podłogę. Widziałam tylko pustkę i ciemność... Zero.


 =======================================================================



Wiem, że bardzo krótki, za co przepraszam. Obiecuję, że następny będzie dłuższy (postaram się ;) )
Komentujcie czy się podobało!