Rozdział 1.
Jestem Antonella Roccuzzo. Jako mała dziewczynka musiałam wyprowadzić się z mojego rodzinnego miasta Rosario. Miałam tam przyjaciół i szkołę. Miałam tam takiego bliższego kolegę Lionela Messiego, który jest teraz wielkim piłkarzem. Zanim się wyprowadziłam coś między nami było. Ale teraz o mnie zapomniał chodź obiecał, że kiedyś wróci, by mnie zabrać. Ale trzeba żyć dalej. Jakby popatrzeć na to inaczej to nawet lepiej, że się przeprowadziłam. Teraz mieszkam Lloret de Mar. Jeszcze mieszkam z rodzicami, ale planuję się wyprowadzić bliżej stadionu Camp Nou. Kocham piłkę nożną. Chcę iść na mecz FC Barcelony, ale nie mogę. Pracuję w hotelu San Juan Park. Wracam dosyć późno i nigdy niema okazji, by pójść na ich mecz. A nawet jeśli jest to już nie ma biletów. Zawsze mam pecha. Dzisiaj z rana postanowiłam przyjść wcześniej do pracy, żeby też wcześniej skończyć i pójść kupić bilet. Było gdzieś około godziny 5:30. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Umyłam się i zaczęłam rozczesywać włosy. Przez to, że mam bardzo długie włosy rozczesuje je około 15 minut. Gdy w końcu się ogarnęłam było już po 6:00. Szybko ubrałam bluzę z Adidasa i już chciałam wychodzić, gdy zatrzymał mnie głos mamy.
- Anto. Gdzie ty tak wcześnie wychodzisz?
- Idę do pracy. Dziś zaczynam wcześniej, bo chcę pójść na mecz FC Barcelony. - czekałam na protesty mamy, bo nie była zadowolona, że moim ulubionym sportem jest nożna. Skręciłam sobie kiedyś przez to kostkę. Moja mama jest zbyt opiekuńcza i mimo, że mam 20 lat nadal uważa, że nie powinnam grać w piłkę. A znając moją mamę ona zawsze, ale to zawsze znajdzie jakiś powód do tematu "Dlaczego piłka nożna jest niebezpieczna". Ale ku mojemu zdziwieniu odpowiedziała całkiem inaczej.
- Aha. No dobrze. Jak tak ci zależy to idź. Pozwalam ci. Ale nie wracaj po północy.
- Mamo jestem pełnoletnia... - odpowiedziałam opierając się o futrynę drzwi wyjściowych.
- Ale mieszkasz pod moim dachem.
Wiedziałam, że znów moja mama wywoła awanturę, więc bez słowa wyszłam zamykając za sobą drzwi. Po 15 minutowej drodze doszłam do hotelu. W przejściu było pełno ludzi. Zaczęłam się przepychać, bo mówiąc "triste" (przepraszam) nic nie odpowiadali. Gdy doszłam do recepcji kolega wytłumaczył mi o co chodzi i z jakiego kraju są ci ludzie. Polska i Polacy. Znałam ich przewodnika i coś tam umiałam po Polsku, ale się nie odzywałam tylko po kolei kolejnym osobom dawałam klucze do pokoju. Gdy wszyscy już mieli przydzielone pokoje odetchnęliśmy z Santhiago. Poprosiłam go o to by chwilkę został sam, bo idę do szefa. Zgodził się. Podziękowałam i pojechałam windą na samą górę po czym zapukałam do gabinetu.
- Proszę! - usłyszałam głos szefa i weszłam.
- Dzień dobry Enrique.- Witaj Antonello. Czego chcesz?
- Mam pytanie. - zapytałam niepewnie.
- Proszę usiądź - pokazał na krzesło. Usiadłam posłusznie. - Więc słucham. Co to za pytanie?
- Bo wie pan. Kocham piłkę nożną i dzisiaj jest El Clasico. FC Barcelona gra z Realem Madrit. I chciałabym iść na ten mecz. Tylko problem w tym, że on jest w godzinach mojej pracy. - popatrzyłam się na niego.
- Wiedziałem, że dzisiaj przyjdziesz. Proszę to dla ciebie. Wyjdziesz przed hotel o godzinie 13:30. - wręczył mi bilet na mecz - pojedziesz z wycieczką na ten mecz. Kupiłem go jakiś czas temu i sam miałem iść. Ale gdy usłyszałem pochwały o tobie od różnych innych wycieczek czy pracowników postanowiłem go oddać tobie. Nawet zastanawiam się czy nie dać ci awansu/ - uśmiechną się do mnie.
- Dziękuję. dziękuję, dziękuję! - uśmiechnęłam się do niego i jeszcze raz podziękowałam i wyszłam. Poinformowałam Thiago, że musi zostać dzisiaj sam. Zajęłam się swoją pracą i nawet nie zorientowałam się kiedy ten czas zleciał.
Spojrzałam na zegarek. 12:58.
- Ej, Thiago. Idę się ubrać jak coś. - powiedziałam wychodząc z recepcji.
- Dobrze. Miłego meczu!
Wyszłam i jako ostatnia weszłam do autobusu. Po 30 minutowej jeździe mieliśmy jeszcze 45 minut by wszystko zaplanować. Na przykład kupić jedzenie czy picie. Ja zaszłam do sklepu FCB by kupić sobie bluzkę jakiegoś piłkarza. Przeszłam przez dział z bluzkami piłkarzy i sięgnęłam po bluzkę z napisem "Pique". Wzięłam "S" i chciałam podejść do kasy. Ale mój wzrok przykuła bluzka z nazwiskiem "Messi".
Przypomniało mi się dzieciństwo. Siedzenie na murku razem z Leo. I nasz związek. Piękne chwile. Ale przypomniałam sobie, że teraz jestem dla niego nikim. "Anto spokojnie. Zapomniałaś o nim tak, jak on zapomniał o tobie" powiedziałam sama do siebie.
- Pani zna Leo Messiego? - usłyszałam czyjś głos. Nie odwróciłam się tylko nadal wpatrzona w nazwisko piłkarza odpowiedziałam.
- Tal. Byliśmy razem jako dzieci. Ale wyjechał i o mnie zapomniał. Szkoda. Kochałam go, a on mnie. To było wspaniałe dzieciństwo.
- Leo! Messi! Messi! - usłyszałam jego imię i nazwisko wykrzykiwane przez fanów. Odwróciłam się. Za mną stał Leo Messi. Zaniemówiłam.
- A nadal go kochasz? - zapytał
- Leo? To naprawdę ty? - nadal nie wierzyłam w to co się dzieje.
- Nie poznajesz mnie Anto Roccuzzo? - znał moje nazwisko. To musiał być on. Ale przypomniało mi się, jak mnie zostawił. Postanowiłam zadać muu to pytanie, ale go już nie było. To znaczy był, ale przy fanach i paparazzich. Więc odpuściłam. Ale po chwili podszedł do mnie. A zanim paparazzi. Wręczył mi kartę.
- Proszę to karta V.I.P . Będziesz mogła wejść dzięki niej trochę bliżej niż normalnie fani. - nie zdążyłam nic powiedzieć, więc sama do siebie cicho powiedziałam "gracias". Dziennikarze wypytywali się o moją znajomość z Leo Messim, na co ja nie odpowiadałam. Szybko weszłam na stadion by zająć miejsce. Zauważyłam tłum fanów. Podeszłam do jednej z osób i zapytałam się kto tam jest. Odpowiedziano mi, że Shakira. Dostałam się w końcu do sławnej piosenkarki, która się do mnie ciepło uśmiechnęła.
- Autograf, zdjęcie? - zapytała nadal się uśmiechając.
- Nie. Mogę o coś panią zapytać?
- Nie pani, tylko Shakira.
- Okej Shaki. Popatrz dostałam kartę V.I.P, ale nie wiem jak jej użyć. Pomożesz mi?
- Jasne! - Pociągnęła mnie za rękę. Znalazłam się bardzo blisko murawy. Znów się rozmarzyłam. Po chwili przed moimi oczami zobaczyłam rękę, która "pstryknęła".
- No, no. Widzę, że pierwszy raz na stadionie? chodź usiądź. - powiedziała siadając na swoim miejscu.
- Cześć. Trzeba być kimś ważnym by tutaj siedzieć. Jestem Sofia. Żona Luisa Suareza. Tego co tak gryzie przeciwników. - miła blondynka uśmiechnęła się do mnie. - A ty?
- Ja? Jestem Antonella Roccuzzo. Byłam kiedyś dziewczyną Leo Messiego. Ale wyjechał do Barcelony. I nasz związek się zakończył. Dzisiaj go spotkałam. Dał mi tą kartę. - pokazałam Sofii kartę V.I.P - Można powiedzieć, że trafiłam tu przypadkowo. Gdyby nie Shakira siedziałabym pewnie gdzieś tam daleko.
- Patrzcie! Już wchodzą! - Usłyszałam głos Kolumbijki. Shakira puściła całusa do Gerarda Pique. A on jej odmachał.
- Oh. On to się wstydzi pokazać, że mnie kocha. Ja mu wysyłam całusa a on mi odmachuje. - Usiadła na krzesełku dając nogę na nogę i udając obrażoną. Ja zauważyłam Leo Messiego. Uśmiechnęłam się do niego. A on znów do mnie podszedł.
- Masz tą kartę, którą Ci dałem? - zapytał
- Tak. Myślisz, że czemu się tu znalazłam? - zaśmiałam się.
- W sumie tak. Shakira! Chodź tu. - Shakira podeszła do Leo. - Shaki posłuchaj. Weź Anto pod szatnię piłkarzy i poczekaj z nią tam dopóki nie wyjdę.
- Okej. Zajmę się tym - Kolumbijka uśmiechnęła się do Leo a potem odeszła od niego. Wróciłyśmy na swoje miejsca i oglądałyśmy mecz. Po chwili rozszedł się hymn Barcy więc wstałyśmy i razem z piłkarzami zaczęłyśmy go śpiewać.
Barca wygrała 3:1 z Realem Madrit. Spojrzałam na telefon. Była godzina 23:52 i 9 nieodebranych połączeń od mamy. Zignorowałam to. Podbiegłam do Leo i się do niego przytuliłam. On to odwzajemnił. No i znów paparazzi.
- Idę do szatni. Spotkamy się później. A teraz idę. Papa. - uśmiechnął się do mnie. Po chwili usłyszałam Shakirę.
- Chodź. Zaprowadzę cię pod szatnię. Leo mi kazał - zrobiła głupią minę i pokazała, że mam iść za nią.
Po jakimś czasie Leo wyszedł z szatni i poszliśmy na parking. Znów dzwoniła mama. Lecz nie odebrałam. Była godzina 00:13.
- Gdzie mieszkasz?
- W Lloret de Mar. - odpowiedziałam wpatrując się w telefon.
- Podwieźć cię?
- Jak byś mógł...
- Jasne! Wsiadaj. - usłyszałam dźwięk auta i razem z Leo wsiedliśmy do samochodu. Po 30 minutach byliśmy pod moim domem.
- To tutaj. - powiedziałam biorąc do ręki torebkę.
Leo również wyszedł z samochodu by się ze mną pożegnać.
- Uważaj na siebie. I zostawisz mi swój numer telefonu? - zapytał opierając się o auto.
- Tak. A mam jeszcze jedno pytanie.
- Słucham.
- Czemu nie wróciłeś nigdy do Rosario?
- Gdy przyjechałem do Barcelony pokłóciłem się z mamą. Powiedziała mi, że jak taki cwany jestem to mam się jej na oczy pokazywać. Miałem w tedy 17 lat. A mam 21. Z ojcem nie jest lepiej. Taka była historia tego. Chciałem wrócić, ale nie mogłem. Próbowałem się skontaktować z kimś kto ma kontakt z tobą, lecz mi się to nie udało. Przepraszam, że tak wyszło.
- Nie, nic się nie stało. Muszę iść już do domu. Cześć Leo.
Pożegnałam się z piłkarzem i wróciłam do domu. Zadzwoniłam do drzwi. Otworzyła mi mama.
- Czego jeszcze chcesz?
- No wejść do domu?
- Idź stąd. Nie chcę cię widzieć!
- No to niby gdzie mam iść?!
- Nie wiem. Na ulicę, albo do swojego Leo. A no tak zapomniałam. On o tobie zapomniał!
- Nie mów tak, bo to nie prawda!
- Prawda! A teraz idź stąd! - powiedziała zatrzaskując drzwi przede mną. Pukałam jeszcze kilka razy, ale nikt mi nie chciał odpowiedzieć. Osunęłam się pod ścianą i zaczęłam płakać. Nie miałam gdzie iść. Byłam zmęczona płaczem, ale nie mogłam zasnąć. Wyszłam z bloku i postanowiłam poszwendać się nocnymi uliczkami Lloret...
====================================================================
To jest mój pierwszy blog, więc nie traktujcie go jakoś surowo ;)
Mam nadzieję, że się podobało! Zostawiajcie komentarze, czy mam go kontynuować. Do zobaczenia w następnym! (mam nadzieję)



